piątek, 07 listopada 2008
Portale społecznościowe a fukin' real lajf
Tak sobie myślę... te wszystkie goldenlajny, naszeklasy, myspace, digarty... jak umrę, będzie strasznie dużo profili do kasowania! a w zrodzina.pl... tylko odhaczyć wystarczy "nie żyje" i finał a na maila później wiadomość: "W swoim profilu zaznaczyłeś, że nie żyjesz. Rest in peace! - Pozdrawiamy, załoga zRodzina.pl"
wtorek, 04 listopada 2008
Poranek, 6.45: no to po browarku
Godzina 6.45, jeszcze przed pracą wybieram się do pobliskiego sklepiku w celu zakupienia śniadania. Za mną zmierzają budowlańcy, którzy przed chwilą zsiedli z "paki". Konwersują między sobą: - może po piwku jakimś, czy nie? - ja już dziś piłem, więc na razie nie I tak sobie myślę: zwykle jeśli pozwalamy sobie na alkohol, to dla odprężenia, pod koniec tygodnia, koniec dnia, po pracy. Nigdy przed, nigdy w trakcie. Alkohol traktujemy jako sposób na szybsze rozluźnienie, które przynosi relaksacyjny szumik w pod czaszką. A gdyby tak... rozluźniać się i relaksować przed pracą, jak ci poranni panowie? Dlaczego mamy chodzić do pracy spięci, a "rozpinać" się po robocie? Co nam daje relaks w domku, kiedy nic nas nie stresuje, nie goni, nie coś tam? Hm? O ileż przyjemniej byłoby w do pracy o 7 rano iść na lekkim rauszu - i humor lepszy, i mniej nas wkurza, i literówki czy przejęzyczenia śmieszą, a nie dobijają i w ogóle jest śmiesznie. Idąc dalej - a jakby tam wszyscy w biurach, redakcjach, firmach, przychodzili na 7 czy 8 rano wstawieni? Permanentna imprezka! ;)
piątek, 31 października 2008
Romantyzm industrialny
Przed chwilą zaobserwowałam piękne zjawisko pomarańczowego blasku wschodzącego słońca, odbijającego się w szybach stracji paliw BP. Moja redakcja dumnie lśniła szkłem na tle rdzawego nieba, w lusterkach samochodów błyskały promyki i wszystko to miało taki piękny, postapokaliptyczny splendor. Ach. Obserwowałam to słuchając koncertu skrzypcowego Louisa Spohra na RMF Classic, a potem koncertu na waltornię, a na końcu mojego naj naj "Peer Gynta" i jedyne o czym myślałam, to kawa. Właśnie piję. I czuję, że na jednej się nie skończy. Po dość długim czasie pracy w mediach i dłubaniu w muzyce, nachodzą mnie co rano i leją po pysku dwa zagadnienia, bez których rozwiązania coraz trudniej wstaje mi się o 5.55 do pracy. 1. Dlaczego ci, co robią w tzw. mass mediach tak bardzo chcą udowodnić, że są antymasowi i nawet antymedialni, skoro z dóbr tegoż właśnie czerpią pełnymi garściami - dlaczego nie pracują w Ha!Arcie dorabiając na boku, żeby prowadzić w miarę bezgłodowe życie, a grzeją fotel do którego ostatniegokażdegomiesiąca spływa konkretna sumka? co to za idealizm, alterglobalizm, skoro [ o maj gad, właśnie zauważyłam, że o północy dziś na RMF Classic zagrali "Carmina Burana" - apokalipsa! co najmniej niepoważne tak ludzi o tej porze straszyć ] ... wracając: co to za alterglobalizm, skoro się wszyscy trzymają jego kiecki. Tacy ludzie przypominają mi psy szczekające zza furtki. 2. Dlaczego muzycy orkiestrowi to snobistyczne pajace zgrywające ponadczasowych artystów nawet jeśli przez całą suitę grali tylko na tarce? Zostawiam Was z tym na piątek, póki co.
niedziela, 26 października 2008
Wyzwanie
Dr etnomuzykologii: "temat muzyki węgierskiej mnie przerasta" 
chwała polskim naukowcom!
sobota, 25 października 2008
"Do trawki czy innych wesołych substancji"
"Wydawać by się mogło, że skwapliwie notuje spływające słowa wykładowcy. A tu się okazuje, że rysuje wóz strażacki. Owszem - pieczołowicie. Z uwzględnieniem każdego szczegółu. No ale... jednak jest to wóz strażacki." Odkryłam wczoraj fajny pub. Ale nie powiem jaki i gdzie, bo się wszyscy tam zaraz zlezą. Tymczasem w pubie nie ma ludzi (więc pewnie zaraz splajtuje), jest klimat poetycko-nadąsany czyli pod lans idealnie. Poza tym dekadencki. Idealnie. Można napić się wina czerwonego, wytrawnego, pochodzenia niewiadomego, ale dobre i tanio.
piątek, 24 października 2008
Autobus nocny
Zasłyszane: "Ja nie jestem pijana, bo jestem abstynentką. Ja po prostu tak wyglądam."
czwartek, 23 października 2008
Brzydula
Ona: Słuchajcie, "BrzydUlę" reklamują nawet w Tygodniku Powszechnym. On: Aaaa! Wiedziałem, że to szmatławiec jest! Od razu mówiłem! Ona: Ja miałam na myśli raczej "jaki to bardzo fajny serial" On: A ja "jaka to bardzo niefajna gazeta" Ona: Wy się śmiejcie... ale dla mnie ten serial to znakomita edukacja o potrzebach współczesnego społeczeństwa! Takie czasy nadeszły, że o życiu uczą nas plastikowe seriale.
Święte depesze
Na początek umówmy się: codzienne wstawanie o 5.55 rano nie jest ani zdrowe, ani normalne. Dziś doświadczyłam jakiejś wersji lucid dream, gdyż z łóżka owszem wstałam, po czym ubrałam się, zjadłam śniadanie i weszłam do samochodu, ale z całą pewnością odbywało się to poza moją świadomością. Ciało desperacko dosypiało, umysł - śmigał bezwstydnie po mieszkaniu. Poranek jak zawsze spędzam na lekturze depesz z agencji prasowych. Roi się od Jana Pawła II i rocznicy pontyfikatu. A to płyta z okazji... a to koncert... niezły sobie biznes rozkręcili. Ale co tam... papież nie papież, Licheń nie Licheń, ważne, że news się klika!
środa, 22 października 2008
Praca na 7.00. Przez okno w kuchni.
"Ach, jaki piękny wschód słońca nad Biprostalem!"
Aneks z redakcji. O klikalności działu.
"Ja chciałbym tam wpuścić masy... może coś zniszczą, może zadepczą, ale wpuśćmy ten tłum! A nie, że po pięć osób i w kapciach."
|
|